INNI
alfred purdy
przełozył m. cygalski
nie jesteśmy sami w świecie
nasi bracia zwierzęta
nasze siostry ptaki
w dzień stworzenia spóniły się
pozostały kiedy odpełzaliśmy
podczas kiedy tłumy na krawędzi równin solnych,
podczas rozdawania rąk
one ścigały swe ogony albo wąchały sobie dupy
kiedy stwórca morza i ziemi
doszukiwał się ich dusz
wyk rozlegał się wsród drzew
Kiedy rozdawano zdobycze
i patrzono głeboko w stworzeń oczy
one odpowiadały niechętnie
i nie mogły znieść tego wzroku
Przy nazywaniu rzeczy, wiemy
że ćwierkały i syczały i warczały
i udawały się w pogoń za wiatrami świata
kiedy umierały ich rozproszone kości
nie dostały się do Ziemi świętej
Nieświadomi tego czym nie są
Ciemni o tym co istnieje
wspomnienie po nich zostało stracone jak Eden
ich gniew jak obawa
II
żeby iść scieżką leśną
i żeby nie zastanowić się
"czy nie byłem tu już kiedyś "
lub nie rozpoznać tego dziwnego kamienia
który przywędrował na gapę w teraźniejszość z lodowcem
z ostatniej lodowej ery
kamień przypominający im coś innego
i rozpoczynający cały szereg wspomnień
albo spójrz na stokrotkę co jak oko dnia
deja vu w etymologicznych ciemnościach
ale skąd wiemy?
Być może renifery rogate w anteny
w ich setkach tysięcy
stały na jakiejś odwiecznej plaży
niedaleko Jeziora Wielkiego Niedźwiedzia wsłuchiwając się
w muzykę z Nebuli Raka
resztkę po Supernowej
w reniferzej fantazji
albo arktyczny wilk śledzący
przez swe geny wstecz aż do Genezy
za Wilkboga straszliwym obliczem
chociażby jelenia miękkie bezwładne spojrzenie
przed śmiercią
przymyka tą chwilę na czas kiedy my umrzemy
i dalekie odległe oko z nikąd
zerka z instynktownym niesmakiem
w nasze krótkie życia