cygalki - poetry & translations - author's photo










ŻYWA CZY NIE

alfred purdy
przełożył m. cygalski

To podobne jest do opawiadania
bo zajmuje aż tyle czasu aby się wydarzyć:

jedno skrzyżowanie za ulicą Ottawa
widzę kobietę ktora właśnie traci równowagę
i powoli zaczyna upadać
fazami tak jak czytasz
i być może mam właśnie tyle czasu
ile trzeba żeby do niej dobiec
pędząc jak tylko mogę
zanim głowa uderzy o bruk chodnika
Oczywiście to moja żona
biegnę ku niej
i istnieje jakieś natężenie zgrozy
wleczenie się czasu kiedy wszystko inne się dzieje
prawie dostrzegam rozwijające się pączki kwiatów
kiedy biegnę tak ku tej kobiecie
to chyba moja żona
storczyki w Brazylijskiej dżungli
istnieją jak idee nie możliwe do udowodnienia
aż jakiś człowiek w tropikalnym hełmie
nie przydepnie jednego i nie krzyknie Eureka lub coś innego
- i kiedy tak myśle
jej ciało głucho rozkłada się o powierzchnię ulicy
a jej okulary rozrzaskują się obok
ich odzwięk przytłumiony przez uliczny ruch
i leży teraz doprawdy chyba martwa
Oczywiście tulę ją w swoich ramionach kołysząc
lalke być może bez życia
podczas gdy ktoś kogo nie znam
znakiem ręki przywoływuje taksówkę
a przechodnie przypatrują się
Co to znaczy lata później
gdy się coraz to bardziej starzeję
to to że wciąż biegnę ku niej:
kobieta upada bardzo powoli
daje mi coraz więcej czasu
bym mógł do niej dobiec i ją uchwycić
i przy każdym upadku może umrzeć
lub nie umrzeć i to będzie trwać przez wieki wieków
Gdy się coraz to bardziej starzeję
staję się bardziej szybki
przy każdym biegu i docieram
na miejsce zanim ona zdąży upaść za każdym razem
biegnę zbyt szybko by móc się zatrzymać
zostawiam ją za mną coraz to dalej
to jest niemal podobne do opowiadania
gdy storczyk umiera w Brazylijskiej dżungli
i istnieje jakieś natężenie zgrozy